Winnerhofer to aMAZE

W niedzielę zakończyły się Mistrzostwa Świata w narciarstwie alpejskim. Odbywającą się w niemieckim Garmisch-Partenkirchen imprezę ratował sztuczny śnieg. Gdyby nie on, w ogóle nie mogłaby się odbyć. Na szczęście wiele dni mrozu pozwoliło organizatorom naprodukować tego śniegu co niemiara. Ale mimo to, a może raczej właśnie dlatego, zapamiętam te mistrzostwa, jako toczące się na grubych, niekiedy półtorametrowych pasach śniegu, pośród zieleniących się w ogół drzew i trawy. A odbywały się przecież w środku lutego.
Solidna warstwa sztucznego śniegu nie zmieniała faktu, że warunki były bardzo trudne. Zmienność temperatur powodowała nawet fatalne rozbieżności w warunkach panujących na trasach podczas trwania jednych zawodów.
I tak na przykład znamienny fakt, że w konkurencjach technicznych tytuły mistrzowskie zdobywali zawodnicy, którzy startowali w pierwszych przejazdach z pierwszymi numerami. Tak było w gigantach, w których na trasę jako pierwsi ruszali Słowenka Tina Maze i Amerykanin Ted Ligety oraz w kobiecym slalomie, który otwierała Austriaczka Marlies Schild. Wszyscy oni kończyli swoje konkurencje na najwyższym stopniu podium, już w pierwszym przejeździe na nietkniętej jeszcze krawędziami nart, gładkiej jak stół trasie, wyrabiając sporą przewagę nad większością, a czasem wszystkimi jadącymi potem rywalami. W męskim slalomie zwyciężył wprawdzie startujący z drugim numerem Francuz Jean-Baptiste Grange, ale ten który otwierał pierwszy przejazd, Włoch Manfred Mölgg stanął w końcu na najniższym stopniu podium.

Kreowani na największe gwiazdy mistrzostw i faworytów, liderzy Pucharu Świata trapieni przez choroby, bóle wyjechali wprawdzie z Garmisch z medalami, ale z mniej cennych kruszców. Maria Riesch prowadząca w kobiecej walce o Kryształową Kulę akurat wyjeżdżać nie musiała, bo mieszka w Bawarskich Alpach, ale zdobyła tylko dwa brązy w konkurencjach szybkościowych, co jak na dwukrotną złotą medalistkę olimpijską mogłoby zawodzić, ale w przypadku Riesch musi budzić najwyższy podziw, bo startowała z wysoką ponad 38-stopniową gorączką. Widać było, jak zmuszony do dwuminutowego maksymalnego wysiłku organizm Niemki za metą dosłownie padał ze skrajnego wyczerpania. W taki sposób ocaliła honor gospodarzy mistrzostw, bo pozostali niemieccy narciarze totalnie zawiedli.

Jej dobra przyjaciółka Amerykanka Lindsey Vonn odczuwała podczas mistrzostw poważne bóle głowy, które solidnie dawały jej się we znaki na pokrytej niemalże lodową skorupą słynnej trasie Kandahar, na której w pierwszych dniach mistrzostw rozgrywano konkurencje szybkościowe. W treningach zjazdu oszczędzała się w widoczny sposób, nie startując nawet w zawodniczej gumie, ale w stroju typowym dla amatorów. Jeden srebrny medal wywalczony w zjeździe, jak sama podkreślała, może uważać za sukces. Ivica Kostelić narzekał na sfatygowane stawy, dlatego odpuścił nawet – co akurat trudno zrozumieć – superkombinację, w której złoto powinien wywalczyć akurat bez kłopotu. Do Chorwacji przywiezie jedynie brąz w supergigancie.

Ale sensacji też wielkich w Ga.-Pa. nie było. Może lekkie niespodzianki, jak złoto młodej Anny Fenninger w superkombinacji czy zwycięstwo Erica Guaya z Kanady w zjeździe. Chociaż Guay, mimo że w tym sezonie szczególnie nie błyszczał, jest zdobywcą Małej Kryształowej Kuli za supergigant w sezonie ubiegłym, więc nie wiem czy nawet słowo niespodzianka jest w jego wypadku na miejscu.

W wielu konkurencjach wygrywali po prostu wielcy mistrzowie, tacy jak Aksel Lund Svindal czy wspomniani już Schild, Ligety i Grange, którym do pełni narciarskiej chwały brakowało już właśnie właściwie tylko tytułów Mistrzów Świata. Do tej grupy można też z pewnością zaliczyć największe kobiece gwiazdy imprezy, dwukrotnie złotą (w zjeździe i supergigancie) Austriaczkę Elisabeth Görgl i złotą w gigancie a srebrną w superkombinacji Słowenkę Tinę Maze. Piękna Tina potwierdziła, że genialna piarowo i zręczna copywritersko nazwa zespołu, który założyła, gdy opuściła kadrę Słowenii i zaczęła trenować w gwiazdorskim stylu, na własną rękę, „Team to aMAZE”, co można tłumaczyć jako „Drużyna do zadziwiania” nie jest wcale nazbyt pretensjonalna.

Największą męską gwiazdą mistrzostw był bez najmniejszego wątpienia Christof Innerhofer, Włoch z Południowego Tyrolu, który zdobył trzy medale w trzech kolorach. Zresztą fenomen narciarzy z bliskiego mojemu sercu Południowego Tyrolu, to coś, co umknęło raczej uwadze komentatorów, a warte jest podkreślenia. Innerhofer, którego w jego małej ojczyźnie, jak napisał mi znajomy włoski Tyrolczyk z Bolzano, nazywają już „Winnerhofer” oraz jego koledzy Peter Fill i Manfred Mölgg (nawet mało wprawione ucho wyczuje od razu, że imiona i nazwiska ich nie brzmią miękko, włosko, ale twardo, germańsko) zdobyli w sumie 5 z 6 medali wywalczonych przez reprezentantów Włoch. Co oznacza, że gdyby zawodnicy pochodzący z podkreślającej swoją odrębność autonomicznej prowincji Włoch, startowali w osobnej drużynie,to Południowy Tyrol zająłby w klasyfikacji medalowej 4. miejsce za Austrią,Francją i USA.To więc wielki sukces narciarstwa rodem z Dolomitów.

Pierwsza trójka tej tabeli nie jest żadnym zaskoczeniem,można by nawet powiedzieć, że dominacja Austriaków (choć po prawdzie raczej Austriaczek!) oznacza, że właściwe proporcje w narciarskim świecie zostały utrzymane.

O występie Polaków lepiej jak najszybciej zapomnieć. Od poziomu narciarstwa słoweńskiego czy chorwackiego (bo to nie tylko Ivica Kostelić!) dzieli nas przepaść tak gigantyczna, że jej rozmiarów lepiej nawet nie szacować. Ale gorzej, że przepaść dzieli nas ciągle także od Czechów i Słowaków, którzy wprawdzie na tych mistrzostwach sukcesów żadnych nie odnieśli,ale z występu swoich narciarzy nie muszą się wstydzić. O niektórych, gdy w swoich koronnych konkurencjach nie znajdowali się na podium (Ondřej Bank) lub choćby w jego okolicy (Šárka Záhrobská), komentatorzy nie bali się powiedzieć, że nieco zawiedli. Kiedy coś takiego usłyszę o polskim narciarzu, gdy znajdzie się choćby na 15. miejscu w którejś z narciarskich konkurencji?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *