Archiwa tagu: Himalaje

Awantura na Evereście i jej echa

Trudno zrozumieć to, co wydarzyło się kilka dni temu na Evereście. W ostatnich dniach docierają to nas różne echa niepokojącego i bezprecedensowego incydentu. Próbujący wytyczyć nową drogę na Everest, wspinający się bez tlenu w szybkim alpejskim stylu Szwajcar Ueli Steck i Włoch Simone Moro oraz towarzyszący im brytyjski wspinacz-fotograf Jon Griffith zostali w obozie 2 na południowych, nepalskich zboczach Everestu zaatakowani przez liczącą ok. 100 osób grupę Szerpów.
Dokładne przyczyny takiej agresji nie są znane nawet samym himalaistom, ale przebieg zdarzeń można odtworzyć zarówno z oświadczenia Simone Moro, jak i z relacji świadków, które pojawiają się już w mediach. Wspinacze działali indywidualnie w okolicy, gdzie liny poręczowe – ten niemalże wyciąg dla komercyjnych turystów, których coraz większe rzesze mierzą się co roku z najwyższą górą świata – rozwijali i mocowali Szerpowie. Szybki zespół europejskich superwspinaczy wyprzedził miejscowych wysokogórskich pracowników. W późniejszych tłumaczeniach sugerowali oni, że biali himalaiści zrzucili podczas wspinaczki bryły lodu, które spadły na pracujących. Jednak Jon Griffith twierdzi, że nie przypomina sobie takiego zdarzenia ani też nie widział poniżej nikogo, kto mógł odnieść obrażenia w wyniku uderzenia lodem. W oświadczeniu Moro czytamy, że wspinacze wchodzili do góry w takiej odległości, żeby nie zakłócać pracy Szerpom, jednak aby dotrzeć do namiotu, musieli przekroczyć odcinek już zaporęczowany. Wspinacze nie byli związani liną, przekraczali założone przez Szerpów poręcze pojedynczo. W momencie, kiedy tego dokonywali, szef grupy Szerpów zaczął krzyczeć i uderzać ze złości w lód czekanem. Steck próbował go uspokoić oferując pomoc w poręczowaniu odcinka do obozu 3, co zresztą później zrobił, jednak szef pracujących Szerpów zaczął wygrażać Simone Moro wymachując w jego kierunku czekanem. Wydał też polecenie 17 pracującym Szerpom wycofania się do obozu 2. Gdy wspinacze zrobili to samo, w obozie tym zaatakowała ich grupa ok. 100 Szerpów, którzy byli agresywni, nie tylko popychali i kopali trójkę Europejczyków, ale rzucali poważne groźby, a w stronę trójki himalaistów poleciały też kamienie. Być może tylko interwencji przebywających w obozie zachodnich uczestników wypraw komercyjnych trójka wspinaczy zawdzięcza życie. Do bazy wycofywali się okrężną drogą najeżoną szczelinami, serakami, pozbawioną jakiejkolwiek stałej asekuracji. Uznali to za bezpieczniejszą opcję, niż powrót drogą normalną, który mógłby narażać ich na kolejną konfrontację ze znajdującymi się poniżej obozu 2 Szerpami.
Dalsze szczegóły zajścia nie mają już wielkiego znaczenia. Nie przynoszą wytłumaczenia powodu ataku i agresji ze strony uchodzących za przyjaznych, pomocnych i życzliwych, wychowanych w dodatku w odrzucającej przemoc, pacyfistycznej kulturze buddyjskiej.
Powody wymieniane przez Szerpów wydają się zbyt błahe i nie adekwatne do natężenia agresji. Wspinacze widzą powód ataku w zwyczajnym zmęczeniu i nerwowości lidera grupy Szerpów, a także jego dumie urażonej szybkością i sprawnością wchodzących do góry bez asekuracji czołowych wspinaczy świata. Jednak przyczyny tego zdarzenia mogą tkwić głębiej. Tak naprawdę mogła to być jedynie kropla goryczy, która przelała czarę. Dumny i niezależny naród Szerpów poprzez narastającą komercjalizację wypraw himalajskich został uzależniony od pieniędzy płynących od zachodnich turystów przybywających w zamieszkiwany przez nich region Khumbu nie tylko na trekking, ale także coraz liczniej w celu zdobycia najwyższych gór świata. Od dawna docierały sygnały, że Szerpów trapią choroby cywilizacyjne, które przynieśli ze sobą ludzie Zachodu. Wśród wielu byłych tragarzy i szerpańskich przewodników szerzy się alkoholizm. Sam będąc 10 lat temu pod Everestem słyszałem historię wybitnego przewodnika, który już po zakończeniu górskiej działalności, zginął spadając pijany z wiszącego mostu w kipiel rwącej rzeki. Choć na tle całego Nepalu, nie należą do biednych, to jednak ich praca nie zawsze jest uczciwie opłacana, a główne zyski z machiny komercyjnego himalaizmu czerpią wynajmujący ich do pracy głównie amerykańscy, nowozelandzcy, brytyjscy organizatorzy wypraw, właściciele agencji ekspedycyjnych. Wśród nich są potentaci w tej wielce kontrowersyjnej i pogardzanej w środowisku sportowego alpinizmu dziedzinie, jak Russell Brice, Dan Mazur, Kenton Cool, Dave Hahn, którzy swoją owocującą niegdyś wieloma wspaniałymi osiągnięciami górskimi pasję zamienili w wysokodochodowy biznes.
Oni zaś wytworzyli sytuacje, w której wspinacze niezależni, działający poza systemem wypraw komercyjnych bez wspomagania Szerpów, nie są przez tychże na nepalskich ośmiotysięcznikach mile widziani. Po zdarzeniu pod Everestem próbują dziś zrzucić winę na sportowych wspinaczy i wymóc zmianę przepisów dotyczącą warunków udzielania zezwoleń na wspinaczkę na Mount Everest. Według pomysłu jednego z nich w takie pozwolenie wpisany zostałby zakaz wychodzenia wspinaczy ponad poręczujący zespół Szerpów. Wprowadzenie takiego przepisu zabijałoby właściwie himalaizm sportowy na Evereście, tworząc z niego górę wyłącznie dla bogatych wysokogórskich turystów, którzy i tak dominują w gronie mierzących się z najwyższą górą świata.
Wysokogórscy biznesmeni z Zachodu korzystają z Szerpów jedynie jako narzędzia, które stopniowo eliminuje ducha himalajskiej przygody z Everestu i innych nepalskich ośmiotysięczników. A wszystko to dzieje się właściwie w przededniu wypadającej 29 maja 60. rocznicy pierwszego wejścia na Dach Świata, którego jako równorzędni partnerzy, dokonali Nowozelandzyk Edmund Hillary i Szerpa Tenzing Norgay.
W dodatku ofiarami zdarzenia są wspinacze, którzy niejednokrotnie wspinali się w Nepalu, traktując Szerpów także jako partnerów, współpracowników, nie zaś robotników najemnych. Ueli Steck w ubiegłym roku wspiął się na Everest bez tlenu w towarzystwie Szerpy Tenji w roli partnera właśnie, nie tragarza. Szwajcar to wspinacz nieziemski, słynący z niebywałej szybkości w pokonywaniu wielkich ścian alpejskich, takich jak północne urwiska Eigeru, Matterhornu i Grandes Jorasses, który ten styl zaczął stosować w ostatnich latach w Himalajach.
Simone Moro to żywa legenda himalaizmu. Wywiady z nim mogliśmy zresztą przeczytać dwukrotnie w „Tygodniku Powszechnym” w 2012 r. i niedawno po tragedii na Broad Peak. Włoch uczestniczył i prowadził 43 ekspedycje w Nepalu i często współpracował z Szerpami, wielokrotnie pomagał im przy pomocy swojego helikoptera ratunkowego, który na stałe stacjonuje właśnie w Nepalu.
Sam przyznał, że sytuacja wynikła z konfliktu, który narastał latami. Poprosił też o nie karanie winnych, zaapelował o pojednanie, czemu sam dał przykład, ściskając Szerpę, który podczas zajścia próbował ugodzić go nożem i mówiąc do niego: Obaj jesteśmy dziś szczęściarzami, ja, dlatego, że żyję, a ty, że mnie nie zabiłeś. Na znak tego pojednania zabrał też swoim helikopterem z bazy dwóch Szerpów, którzy mieli problemy ze zdrowiem. Niestety incydent doprowadził do przedwczesnego zakończenia wyprawy, która dopiero była w fazie aklimatyzacji.